Szczęście dla każdego z nas oznacza co innego, ale zawsze jedna rzecz dla każdego przypadku jest wspólna – musimy coś dostać, wygrać, zdobyć, osiągnąć jakiś cel, aby poczuć się prawdziwie szczęśliwi. Czy jednak tak jest naprawdę? Czy aby być szczęśliwym, musimy zawsze wygrywać, a gdy już coś wygramy lub osiągniemy, musimy postawić sobie dalszy cel, aby znów mieć za czym gonić? Czy szczęście musi leżeć poza naszymi granicami, a osiągnięcie go wymaga czasu i wysiłku, a gdy już je zdobędziemy, natychmiast nam ucieka? Jak wynika z przeprowadzonych przez Dana Gilberta badań, człowiek potrafi wykrzesać z siebie szczęście nie dzięki zewnętrznym zdarzeniom, lecz stworzyć je w sobie niezależnie od tego, czy spotyka go coś dobrego, albo gdy spotyka go coś złego. Dan Gilbert jest psychologiem z Harwardu, który bada warunki, w jakich człowiek jest szczęśliwy i jakie są oczekiwania człowieka względem warunków, które owe szczęście mają dawać.

Syntetyzowanie szczęścia to proces, który odbywa się w każdym z nas. Bierze się on z naszych wrodzonych umiejętności, które wykształciła w nas ewolucja. Poprzez rozwój mózgu, człowiek osiągnął coś, co pozwoliło mu na zdominowanie środowiska, w którym żyje. Każdy z nas ma bowiem zdolność do symulowania w swoim umyśle wydarzeń, które nigdy się nie zdarzyły. W jaki sposób? Nie musimy przecież uderzyć się młotkiem w dłoń, aby zasymulować w głowie potencjalny efekt takiego uderzenia. Nie musimy wrzucać wypełnionej po brzegi solniczki do gotującej się zupy, aby wiedzieć, że efektem będzie danie, którego nikt nie zje do końca. My, jako ludzie, wykorzystujemy tę umiejętność na każdym kroku. Piloci samolotów pasażerskich, zanim zasiądą za sterami prawdziwej maszyny i wezmą na siebie odpowiedzialność za życie setek pasażerów, spędzają długie godziny w symulatorach lotu – gdybyśmy nie posiadali umiejętności symulowania różnych zachowań i zdarzeń, i wyciągania z nich wniosków na przyszłość, nie bylibyśmy na tym etapie, na którym właśnie jesteśmy. Żaden inny gatunek tego nie potrafi. Do czego to prowadzi?

Wyobrażając sobie własną przyszłość, ludzie stawiają się przeważnie w sytuacji, gdy porównują to co jest z tym, co chcieli by uzyskać. Jesteśmy bogaci – chcemy być jeszcze bardziej bogaci. Mamy dobry samochód – chcemy mieć jeszcze lepszy/szybszy. Lecz ta projekcja oczekiwań w stronę naszej przyszłej kondycji powoduje właśnie, że szczęście umieszczamy gdzieś za horyzontem naszych obecnych możliwości. Poczucie szczęścia i zadowolenia rezerwujemy na coś, co być może zdarzy się w przyszłości. Tutaj popełniamy główny błąd. Drugi błąd jest inny. Przyszłym zdarzeniom przypisujemy o wiele większe znaczenie, niż one faktycznie wywierają na nasze życie. Zdanie lub niezdanie egzaminu na uczelni, dostanie lub niedostanie lepszej pracy – nasze oczekiwania wobec tych zdarzeń są niewspółmierne do tego, jak mocno one faktycznie wywierają na nas wpływ. W rzeczywistości bowiem, mają one o wiele mniejszy zakres oddziaływania, a po pewnym czasie – często zapominamy o tych wydarzeniach.

„Jestem najszczęśliwszym żyjącym człowiekiem. Mam w sobie to, co może zamienić biedę w bogactwo, niedolę w pomyślność, i jestem bardziej niewrażliwy niż sam Achilles: los nie znajdzie miejsca, w które mnie może uderzyć. ”

Sir Thomas Browne

Jak wykazały badania przeprowadzone na grupie studentów z Harwardu, sami potrafimy generować poczucie szczęścia- co udowadnia tezę, że szczęścia nie musimy szukać, gdyż sami je produkujemy. Eksperyment polegał na tym, iż grupa studentów myślała, iż bierze udział w kursie fotografii. Nie wiedzieli, że tak naprawdę, sprawdzane jest to, jak działa zdolność do przetwarzania wydarzeń tak, aby niepowodzenie przekuć w poczucie szczęścia. Studenci dostali aparaty fotograficzne, klisze, i zadanie – zrobić dwanaście zdjęć rzeczy, które uwielbiają. Po dwóch tygodniach, sami mieli je wywołać. Lecz wywołać mogli tylko sześć zdjęć. Potem z tych sześciu zdjęć, mieli wybrać dwa, które są dla nich najważniejsze i je powiększyć do rozmiaru plakatu. W tym momencie zaczął się właściwy eksperyment – cała grupa została podzielona na dwie podgrupy. Studenci z jednej podgrupy zostali poinformowani, że jedno powiększone zdjęcie mogą zatrzymać, a drugie muszą natychmiast oddać. I już nigdy więcej tego zdjęcia nie zobaczą. Druga podgrupa natomiast też musi wybrać jedno zdjęcie, ale mają na wybór dwa tygodnie, a potem nawet jeśli zmienią decyzję, to zdjęcie zostanie im oddane. Po tygodniu zbadano, jakie jest poczucie zadowolenia u studentów, z wyboru, jakiego dokonali. Jak się okazało, te osoby, które musiały natychmiast podjąć decyzję były później bardziej zadowolone z wyboru, niż studenci z grupy, którzy mieli czas na zastanowienie i którzy nie tracili żadnej fotografii, bo mogli je w późniejszym czasie zamienić. Wniosek jest taki, że postawieni przed nieuchronnym wyborem, który jest nieodwołalny, studenci uruchomili swoją zdolność do syntetyzowania szczęścia, i odczuwali większe zadowolenie z wyboru, niż osoby, które nie musiały podjąć natychmiastowej decyzji.

Jaka z tego płynie nauka? Kiedy jesteśmy postawieni przed nieuchronnością losu, potrafimy zmobilizować swoje siły i zmienić perspektywę postrzegania wydarzenia. Paradoksalnie potrafimy odczuwać większe zadowolenie w momencie, gdy musimy dokonać szybkiego i nieodwołalnego wyboru aniżeli gdy możemy się od decyzji odwołać. Gdy nie możemy zmienić jakiejś decyzji, zmieniamy perspektywę, z jakiej obserwujemy dany problem – to jest właśnie zdolność do dostrzegania pozytywów w sytuacjach, jakie normalnie (w trakcie symulowania) uważamy za złe. Dlatego też, wielu ludzi mówi, że to, co wydawałoby się największą tragedią w ich życiu, okazywało się wielkim szczęściem. Każdy z nas może czuć się szczęśliwy i doceniać to, co już ma, wystarczy jedynie, że zmieni swój punkt widzenia.




Zostaw komentarz